Kiedy na drodze człowieka staje kocia bieda...

O kotach ogólnie, nie tylko brytyjskich - jak się przygotować, jak sobie radzić z więcej niż jednym, koty a inne zwierzęta w domu, nie licząc dzieci :)
Awatar użytkownika
Mago
Super Admin
Posty: 9969
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28

Kiedy na drodze człowieka staje kocia bieda...

Post autor: Mago »

Nie wiem od czego zacząć... no to zacznę od początku...

W zeszły czwartek odkryliśmy z Arkiem w naszej piwnicy dziką kotkę, która się okociła <shock>
Odkryliśmy ją przez absolutny przypadek. Gdyby jedno z jej kocich dzieci nie okazało się piskunem strasznym to zostalibyśmy nieświadomi faktu iż mamy lokatorów na gapę. Niestety jest w budynku lub okolicy ktoś „kochający zwierzęta inaczej” komu najwyraźniej te koty przeszkadzają. Ów osobnik musiał wcześniej przyuważyć, że koty wchodzą do piwnicy przez konkretne okienko i zablokował je od zewnątrz przy pomocy druta.
Nie lubię „gdybać” ale w tym momencie gdybyśmy z Arkiem nie zeszli do piwnicy, gdybyśmy nie otworzyli okienka i gdybyśmy nie odkryli kotki z małymi to cała rodzina zdechłaby z głodu i pragnienia bo nie było z niej wyjścia :-x Przecież do piwnicy nikt nie gania codziennie.

I tak oto spadła na moje barki odpowiedzialności za dalsze losy kotki i jej dzieci.
Będę szczera do bólu ale kompletnie mnie ta sytuacja nie cieszy a jest jedynie pasmem wciąż pojawiających się co krok kłopotów.
Ku mojemu dodatkowemu zmartwieniu kotka jest absolutną dzikuską. Zakamuflowała się ze swoimi dzieciakami w starym, złożonym wózku dziecięcym – spacerówce. Siedzi tam z tymi dzieciakami jak kura na jajkach i nie daje zobaczyć tych swoich pociech. Kociaki jeszcze są ślepe, tyle udało mi się zobaczyć podświecając sobie latarką. Nawet nie wiem ile jest tych osesków, przez kilka dni myślałam, że tylko dwa, dziś wypatrzyłam trzeciego.
Kotka zmusiła nas do przeorganizowania trzymania rzeczy w piwnicy.
Kilka ładnych godzin spędziłam na sprzątaniu, przesuwaniu pudeł, wywalaniu zasikanych przez koty rzeczy. I nie chodzi tu bynajmniej o drobiazgi. Z rzeczy różnych poleciał między innymi dywan, który był tak przesiąknięty kocimi aromatami, że do niczego nie mógł być przydatny. Ilość zamiecionych kocich kłaków przeszła moje najśmielsze wyobrażenie. Starając się ocalić resztę naszych skarbów owinęłam je grubą folią malarską. Wywaliłam też wszystko co było potencjalne niebezpieczne dla maluchów.
Ponieważ wózek który obecnie robi za „gniazdo” śmierdzi straszliwie zorganizowałam kotce nową miejscówkę z dużego, grubego kartonu z wyciętym otworem. Karton wysłałam grubo materiałem pościelowym.
Miałam plan poprzekładać tam kociaki i przy okazji zobaczyć ile ich jest i w jakiej są kondycji. Kotka jest akurat odmiennego zdania i delikatne próby przepłoszenia jej z gniazda w celu dojścia do małych nie przynoszą rezultatu.

Przy tym wszystkim porażają mnie też ilości karmy jakie w ciągu dnia zjada <shock>
Luna przy tym co znika z jej miski zjada głodowe porcje... no chyba, że na kaloryczną karmę dla karmiących kotek załapują się jeszcze inne bezdomne koty.
Jasne jest dla mnie, że kotkę trzeba wykastrować ale jej nieufność i nieoswojenie jest tu dużą przeszkodą. Znalazłam już miejsce, gdzie mogę pożyczyć klatkę – łapkę i gdzie wykastrują ją bezpłatnie. Nie ma co tu kryć, że organizacyjnie jest to problematyczne. Nie mamy samochodu, więc robi się kłopot z transportem. Samo odłowienie też wydaje mi się być problematyczne bo w piwnicy są też jej małe dzieciaki i co tu zrobić żeby maluch też się nie złapał. Bo jak go później wyciągnąć stamtąd? I kiedy ją odławiać? Jak duże muszą być kociaki, żeby zabrać ich mamę? Myślę, że nie mam co marzyć o utrzymaniu towarzystwa przez 13 tygodni z mamą. I tak chodze do piwnicy w pełnej konspiracji, żeby sąsiedzi nie zwąchali co się dzieje. Kotka zapewne niedługo będzie mieć rujkę i znów pójdzie za głosem natury...
Co do kociaków... chciałabym bardzo, żeby nie trafiły na ulicę tylko znalazły sensowne domy. Przyjdzie mi szukać im tych domów... tylko czy je znajdą?
Jak by powiedział Biszkopcik z Ally McBeal: "jestem w kropce".

Pewne jest to, że nie zostawię tych zwierząt w potrzebie, nie wystawie na zewnątrz i nie zatrzasnę okienka. Ale czy uda mi się zrobić to wszystko co należałoby zrobić to naprawdę nie wiem. Jak na razie to potykam się o kompletny brak zainteresowania tym tematem ludzi wokół a rady które słyszę, jeżeli w ogóle coś słyszę nie nadają się do zacytowania.

Waszej pomocy też bardzo potrzebuję bo zupełnie nie wiem, jak zająć się tymi maluszkami. Na razie siedzą z mamą ale już za chwilę będą mi biegać po piwnicy. Tak więc każda rada dotycząca opieki nad nimi jest na wagę złota.
Mam tylko nadzieję, że ich mama wyluzuje nieco i nie będzie siedzieć nad nimi non stop bo inaczej z oswajania małych będą nici :-(

Jak ktoś doczytał do końca to jest bardzo dzielny... w życiu tyle się nie napisałam chyba.
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 14076
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59

Post autor: Dorszka »

Ja doczytałam...

Z tego, co wiem, kotka do kastracji nadaje się 4 tygodnie po porodzie, ale jeszcze się dowiem u mojego lekarza, bo ta informacja nie pochodzi z takiego absolutnie pewnego źródła.

To moment, kiedy kociaki zaczną przechodzić na stały pokarm, więc chyba byłby dobry, o ile oczywiście nie ma jakichś przeciwwskazań. Jutro się dowiem na pewno. Jeśli kociąt jest trójka, to jest szansa, że przez te 4 tygodnie rujki nie będzie.

Kotka karmiąca je bardzo dużo...

Może wstawić kuwetę już teraz, bo jeśli dokarmiasz kotkę, nie wychodzi zapewne za dużo, i faktycznie zrobi sobie toaletę w piwnicy. Nie pomyślałam o tym, jak rozmawiałyśmy.

Zadzwonię jutro
Awatar użytkownika
Mago
Super Admin
Posty: 9969
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28

Post autor: Mago »

Dorszka pisze:Ja doczytałam...
Dorotko, <pokłon> bardzo dziękuję, że pomimo natłoku własnych obowiązków pomagasz mi.



Kłopotów ciąg dalszy... :-(
wchodząc dziś do piwnicy odkryłam, że jednak moje przypuszczenia co do ilości stołujących się na mój koszt kotów nie są bezpodstawne... przyłapałam dziś na posilaniu się całkiem nieznanego mi kota, który na mój widok uciekł z piwnicy w popłochu.
Jak widzę ile na osiedlu jest bezdomnych kotów, kotek w zaawansowanej ciąży to po prostu ręce opadają...

Wymyśliłam już jak odłowię kotkę.
Transport też mam już zaklepany – Beata, jeszcze raz wielkie dzięki! Za wszystko!
Taki przyjaciel jak Ty to skarb! I bardzo się cieszę, że zalogowałaś się na forum <mrgreen>

Zastanawiam się ciągle czy jednak nie wypłoszyć z "gniazda" kotki.
Aromat jaki bije z tego wózka to istny koszmar... no i zapewne tam są pchły albo coś jeszcze.... Wyszukałam w necie informację, że można odpchlić takie maluchy preparatem Frontline Spray tylko jak się do nich dostać?
A z drugiej strony, skoro do piwnicy przychodzą też inne koty, to takie maluchy są chyba bezpieczniejsze schowane w śmierdzącym wózku.
No i nie wiem co robić.
Piwnicy nie mogę zamknąć bo kotka musi wychodzić... i wychodzi bo nigdzie w piwnicy nie jest nasikane, na qpę też się nie natknęłam a sprawdzam dokładnie czy jest czysto.
Sajgon pewnie się zacznie jak małe podrosną <diabeł>
Kuwetę oczywiście postawię. Może jutro uda mi się ją zorganizować. Myślę też nad ogrodzeniem części piwnicy, tak, żeby maluchy nie łaziły wszędzie. Tylko nie wiem czym to ogrodzić ani na jaką wysokość.
Jak uda nam się z Beatą odłowić kotkę to będę mogła zamknąć okienko i mam nadzieję, że już bez większych przygód podchować młode i poszukać im domów.
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 14076
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59

Post autor: Dorszka »

Ogrodzenie części piwnicy to na pewno dobry pomysł. Mój kojec jest niski, 40 cm, kociaki pokonują po 4-5 tygodniach. Te piwniczne poradzą sobie na pewno. Żeby dłużej utrzymać je w jednym miejscu, potrzebny chyba 70-80 cm wysokości.

Na pewno pożywiają się i inne koty, jeśli jest wejście dla wszystkich. A może rozwiązaniem byłoby właśnie zamknięcie piwnicy, wstawienie kuwety, i przytrzymanie kotki? Tak do momentu odłowienia. Ale nie wiem, czy to nie jest głupi pomysł.

Poczekajmy na ko_da1.
Awatar użytkownika
Mago
Super Admin
Posty: 9969
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28

Post autor: Mago »

Dorszka pisze:Ogrodzenie części piwnicy to na pewno dobry pomysł.
Tak też zrobię, tylko na razie nie wiem jeszcze jak, ale myślę nad tym.
Dorszka pisze:A może rozwiązaniem byłoby właśnie zamknięcie piwnicy, wstawienie kuwety, i przytrzymanie kotki? Tak do momentu odłowienia. Ale nie wiem, czy to nie jest głupi pomysł.
Też o tym pomyślałam ale to mała przestrzeń się robi i taki zamknięty dzikus może sobie krzywdę zrobić jak będzie chciała uciec.
Dorszka pisze:Poczekajmy na ko_da1.
:-)


Wieści z dzisiaj...

Dziś kotka zrobiła mi niespodziankę i jak weszłam do piwnicy to siedziała sobie w pudle które jej przygotowałam, licząc, że przeniesie tam maluchy.
Od razu i bez pytania dobrałam się do wózka z maluchami. Na to konto kotka w wielkim popłochu uciekła z piwnicy.

Ręce mi się trzęsły jak diabli ale obejrzałam maluchy dokładnie i najdelikatniej jak umiałam.
Odkryłam nareszcie ile ich jest. A mianowicie są 4 kociaki.
Trzy czarne z białymi wstawkami, białymi wąsikami i brewkami oraz jeden żółto-beżowy w czarno białe smugo-paski z białym brzusiem i w skarpetach.
Ogólnie czarne towarzystwo też ma gdzie niegdzie białą skarpetę i krawacik. Mogą wyrosnąć na ładne kotki :-)

Chyba mogę uznać, że pierwszy tydzień życia mają za sobą bo dziś otworzyły oczy, nie wszystkie oczywiście ale jednak. Niestety u dwóch kociąt zauważyłam ropną wydzielinę z oczu... z oczami nie ma żartów i muszę w takim razie przejść się do weta po poradę...

... niestety ciąg dalszy nastąpi.

Dorotko, dziękuję Ci za rozmowę :-)
Ania i Krzyś
Posty: 580
Rejestracja: 23 lis 2008, 22:01

Post autor: Ania i Krzyś »

Zamknięcie kotki z kociakami w piwnicy to jest najlepszy pomysł. U nas wiele kocich rodzinek jest tak przetrzymywanych z braku miejsc w mieszkaniu. Zresztą jest to dobre rozwiązane dla kociej mamy, która jak zacznie rujkować to będzie chciała opuścić lokum. Tosi mama została wykastrowana jak Tosia miała 6 tyg. Ale wiemy, że czasem kotki są wycinane wcześniej.

Czy kontaktowałaś się z osobami zajmującymi się adopcją kotów?
Mago pisze: Jak duże muszą być kociaki, żeby zabrać ich mamę? Myślę, że nie mam co marzyć o utrzymaniu towarzystwa przez 13 tygodni z mamą.
U nas takie maluchy rozchodzą się do domów już w wieku 7 tygodni. Wiadomo, że to trochę za wcześnie, ale jest to wyjątkowa sytuacja. Wcześniej tylko uczą się korzystania z kuwetki i dotyku ludzkich rąk. Tak więc powinnaś (nawet jeśli kotce się to nie podoba) brać je na ręce i miziać.
W Białostockim Kotkowie jest kilka "ochronek" dla kocich matek z kociakami. Chodzą tam "pielgrzymki", żeby głaskaniem socjalizować maluchy i przyzwyczajać do bliskości człowieka.

Jeśli chodzi o oczy, to można je przemywać świetlikiem (2 razy dziennie).
Awatar użytkownika
Mago
Super Admin
Posty: 9969
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28

Post autor: Mago »

Ania i Krzyś pisze:Zamknięcie kotki z kociakami w piwnicy to jest najlepszy pomysł.
Po różnych moich przemyśleniach nie jest to możliwe do zrealizowania. Kotka na obecność człowieka reaguje olbrzymim stresem i paniką. Piwnica jest małym pomieszczeniem. Nie pisałam tego wcześniej, bo nie sposób opisać wszystko co się wydarzyło ale w momencie odkrycia przez nas kotów w piwnicy zamknęliśmy okno. Kotka tak skakała na okno, że ono w końcu się obluzowało i wybiła się szyba. To jest bardzo stare okienko i marnie się trzyma.
Jej determinacja jest absolutna.
Dzisiaj żeby dostać się do kociaków musiałam wypłoszyć ją z wózka. To również nie jest łatwe ani bezpieczne dla mnie bo wyskakuje z wózka jak z procy i nigdy nie mam pewności czy nie skoczy na mnie.
Ania i Krzyś pisze:Jeśli chodzi o oczy, to można je przemywać świetlikiem (2 razy dziennie).
Wet zalecił mi przemywanie rumiankiem. Od Dorszki wiem, że rumianek niekiedy uczula. Postaram się zamienić go na świetlik.
Ania i Krzyś pisze:Czy kontaktowałaś się z osobami zajmującymi się adopcją kotów?
Tak, ale jak na razie słyszę, że domy tymczasowe są przepełnione. Szukam dalej. Propozycje odwiezienia małych do schroniska z gruntu odrzucam.


Wieści z dnia dzisiejszego wiele nie będzie.

Kotkę od dzieci przegnałam, dobrałam się do wózka po raz kolejny. Miejsce w którym maluszki przebywają posprzątałam nieco z kłębów sierści i wysłałam jednorazowym prześcieradełkiem kupionym w aptece. Zawsze to czyściej i bardziej sucho :-)
Maluchy wydają się być zdrowe. Ropki w oczkach dziś nie widziałam.
Niesamowite dla mnie jest to, że takie brzdące a każdy ma już osobowość.

Oto ci, którym udało się przeżyć kolejny dzień... jak na razie.

Obrazek

Ślicznotka bardzo jest spokojna/y.
Incognito za boga nie dawał zrobić sobie zdjecia a kiedy odwracałam go buźką do aparatu darł się w niebogłosy i natychmiast odwracał łepek.
Alpinista zna tylko jeden kierunek ruchu - do góry. Podejrzewam, że pierwszy wylezie z wózka.
A Gapa jest pierdołą absolutną i bezdyskusyjną.
Beata
Posty: 1
Rejestracja: 09 cze 2009, 11:53

Post autor: Beata »

Gocha / Mago - po prostu - nie ma sprawy - spieszę z pomocą - akcja odwławianie i transportowanie - mi w to graj. Przecież mój ukochany koteczek jest z piwnicy, czuję bluesa.
Zdjęcia kociaków - pyszne - normalnie do zakochania! i TEN BŁĘKIT OCZU...
Co prawda mam słabość do czarnych kociaków ale te... - Incognito mi się spodobał.

Witam WSZYSTKICH BARDZO BARDZO CIEPŁO

Beata / Beciola
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 14076
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59

Post autor: Dorszka »

Witam, Beata :)

Chomiczki bardzo fajne, 10 dni już za nimi na pewno, oczy bardzo ładnie i szeroko otwarte. Obstawiam, że mogą już dobijać dwóch tygodni.
Awatar użytkownika
Mago
Super Admin
Posty: 9969
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28

Post autor: Mago »

W celu znalezienia domu tymczasowego dla piwnicznych osesków założyłam wątek na forum miau :-)
Trzymajcie kciuki!

ko_da1, bardzo dziękuję za wsparcie!
ODPOWIEDZ