Miot A

Zielona Góra; HODOWLA JEST ZAMKNIĘTA
Awatar użytkownika
Monika
Hodowca
Posty: 1169
Rejestracja: 15 cze 2009, 15:34
Kontakt:

Miot A

Post autor: Monika » 05 mar 2010, 12:08

Myślę, że mogę sobie już pozwolić na zapoczątkowanie wątku tutaj. Dotyczył będzie naturalnie naszej hodowli która wreszcie doczekała się zatwierdzenia przydomku <mrgreen>

Awatar użytkownika
Monika
Hodowca
Posty: 1169
Rejestracja: 15 cze 2009, 15:34
Kontakt:

Post autor: Monika » 05 mar 2010, 12:17

Nasz miot A to zasługa dzielnej Tori, która jest teraz mamusią 5 kluseczek - 4 dziewuszki i jeden chłopaczek. Urodzone 03.03.2010. Masy urodzeniowe gromadki to: 106,110,106,94 (chłopak) i 101.
Obecnie to kocurko najbardziej przybiera na wadze i najwięcej pcha się do cysia. Teraz waży 112 <shock> Dziewczynka z wagą 101 za to najbardziej o jedzonko krzyczy. Reszta misiów podobnie. Je śpi i względnie o jedzenie się awanturuje.

Wszystkie miałciusie to brysie liliowe pręgowane klasycznie. Najmniej pręgi na razie na kocurku, są dwie dziewczynki z baaardzo zaznaczoną pręgą i dwie tak średnio. Ale to jeszcze pewnie będzie się zmieniać.

Tori jest bardzo dzielą mamusią. Po tym co przeszła jestem z niej dumna jak paw i pełna podziwu. Jest niesamowicie cerpliwa, troskliwa i oddana maluszkom. O sobie prawie zapomina więc muszą ją troszkę strofować, podsuwać jedzonko do pyszczka i dbać by miała porcję głaskanek i ona, bo jest kochana do kwadratu.

Kluski jedzą, śpią i jedzą i tak w kółko naturalnie.

Zdjęcia wkrótce. <diabeł>

Awatar użytkownika
dźinx
Hodowca
Posty: 1083
Rejestracja: 16 lip 2009, 14:44
Hodowla: Magic Galaxy*PL
Płeć: Kobieta
Skąd: Śląsk

Post autor: dźinx » 05 mar 2010, 13:37

<klaszcze> Witamy nową hodowlę i maluszki. Koteczka spisuje się łądnie, z tego co piszesz i nie dziwię Ci się, ze jesteś z niej dumna.

Rośnijcie słoneczka i czekamy na foteczki!
Puchaty przyjacielu, zamrucz dla mnie, proszę...

Awatar użytkownika
bajewka
Hodowca
Posty: 3979
Rejestracja: 23 lis 2008, 22:22
Hodowla: Bajbri*Pl
Płeć: i
Skąd: Zielona Góra
Kontakt:

Post autor: bajewka » 05 mar 2010, 18:24

Gratuluję kociaków i tak jak Droszka napisała :-) zdjęcia bardzo wskazane
BajBri*pl www.bajbri.pl lub www.bajbri.eu
Na zdjęciu Bajka
Obrazek

Awatar użytkownika
Monika
Hodowca
Posty: 1169
Rejestracja: 15 cze 2009, 15:34
Kontakt:

Post autor: Monika » 05 mar 2010, 21:16

Zdjecia będą ale jeszcze chwilka cierpliwości.

Myślę, że teraz już mogę bez emocji opisać co tak naprawdę się działo i dlaczego tak wychwalam swoją Tori.
Początek był bardzo spokojny i przebiegało wszystko 'zgodnie z planem'. O godzinie 19:30 na świecie pojawiła się pierwsza kiciulka z wagą 106 g. Potem o godz. 20:00 pojawiła się druga mordeczka ważąca 110 g. Tori była bardzo dzielna, prawie nie pisnęła. Tak też było o godz. 20:35 kiedy świat ujrzała trzecia kiciulka z wagą 106 g. Tori wylizywała, myła, przytulała i od razu starała się karmić swoje kluseczki. Wtedy też, zrobiła sobie przerwę. Gdy minęło ponad 40 min. troszkę się zaniepokoiliśmy, Tori niby miała jakieś skurcze, ale bez efektu narodzin. Dowiedzieliśmy się, że taka przerwa może nastąpić. Trochę nas to uspokoiło. Niemniej jednak, nic się nie działo poza tym, że Tori co jakiś czas miała skurcz, lekko się napinała, stęknęła przy tym i tyle. Potem coraz słabiej... trochę musiałam uśpić swoją czujność, no i jednak brak doświadczenia. To trwało zbyt długo, zaczęłam się niepokoić nie na żarty, gdy mijała 5 godzina postękiwania, a były one coraz słabsze i coraz ich mniej. A w brzuchu Torilki ruszał się jeszcze conajmniej jeden maluszek...

Wtedy zaczęła się panika. Oczywiście jak pech to pech. Telefon weterynarza się wyładował i nie mogliśmy się dodzwonić. Zaczęło się rozpaczliwe dzwonienie do znajomych hodowców. Co robić?

Cokolwiek bym nie robiła sama, nie było poprawy tylko coraz większy strach.

W końcu zapakowałam Tori do transportera, do samochodu i została przewieziona do weterynarza. Nakarmione kiciulki zostały pod opieką meża.

I wtedy zaczął się horror. Wybaczcie, szczegółów oszczędzę. Najppierw oględziny, oksytocyna i czekanie. Tori jak się okazało była naprawdę wyczerpana i skurcze były malusieńkie. Potem druga dawka oksytocyny, nadzieja, że może jednak... Wtedy już wiedzieliśmy, że jest problem. Jeden z kociaków utknął, był na tyle blisko by weterynarz mogła wyczuć go palcem, ale zbyt daleko by go jakoś wyciągnąć. Kocię już było martwe niestety... Ale w środku (jak się potem okazało) były jeszcze dwa maluszki z szansą na życie. Po długiej walce, trudnej i bolesnej dla Tori i dla nas, musieliśmy się poddać i podjąć decyzję o zrobieniu cesarki. Ale tak by można było wybudzić kocięta, gdyż była szansa na to, że żyją. I wtedy, w ostatniej chwili moja Tori ostatkiem swoich sił, już po podaniu leku znieczulającego, desperacko 'wypluła' z siebie martwe maleństwo...

I to był koniec jej sił. Po prostu oopadła z nich kompletnie. Nie było nawet cienia szansy, że poradzi sobie z urodzeniem kolejnego kociaka, nie mówiąc o dwójce, a wtedy przypuszczaliśmy, że są jednak jeszcze dwa.

Pierwszy urodził się kocurek. Zaczeło się huśtanie maluszka i walka o oddech. Na szczęście dość szybko załapał i zaczełam go masować, by rozgrzać i wysuszyć. Wtedy już narodziła się ostatnia kicia, przy wyjmowaniu jednak nieco się zalała i nie bardzo chciała złapać oddech.... Było naprawdę dramatycznie, okropnie. Patrzeć, jak taki maluszek, powolutku traci nadzieję na życie. Ale weterynarz był uparty, mój wzrok desperacko błagający o działanie i udało się. Odetchnęliśmy z ulgą. Maleństwo zęczeło powolutku oddychać.

Przez cały ten czas byłam twarda i nieugięta. Ale potem, gdy już wracałam do domu z małymi kluseczkami, ułożonymi pomiędzy dwoma butelkami z gorącą wodą niczym prowizoryczny termofor, owiniętymi w pieluszkę i koc, oraz Tori półprzytomną, z mętnym wzrokiem i jakby wyrzutem w oczach 'coście mi zrobili'? Wtedy puściło, uwierzcie, dawno się nie czułam tak wupruta, wymemłana, jaby mnie połknął jakiś potworek, przeżuł i wypluł. Psychicznie wrak. Dętka. Balonik bez powietrza.

W domu zwarzyłam kluseczki - kocurek 94 g, kicia 101 g.

Nie wiem jakie było maleństwo, któremu się nie udało.

Ale teraz mamy pięć szczurków, które niesamowicie walczą i udaje im się to całkiem nieźle. Teraz kicie ważą: pierwsza 119, druga 122, trzecia 105 (troszkę spadał z wagą le już nadrabia), kocurek 110 (żarłok mały) i czwarta kicia 109.

Tori długo była jakby nieobecna. Pierwsze parę godzin po powrocie ja karmiłam maleństwa, ale jak już Tori mogła być w pełni mamusią przejęla pałeczkę. najpierw bardziej obojętnie, niż świadomie. Bardzo długo była jakby nieobecna. Musiałam cały czas przy niej czuwać bo czuła się bardzo niepewnie. Ale udało się, i dziś wreszcie się wyspałam, bo przerwy na doglądnięcie w nocy gromadki, to już i tak sukces w spaniu.

Teraz Tori jest już pełną parą mamusią. Przytul aswoje dzieci z taką czułością, przygarnia je do siebie, cierpliwie karmi i reaguje na każde piśnięcie zdradzające fakt, że jakiś maluszek 'zgubił' cycusia. Myje swoje kruszynki i dogląda. I na nas też reaguje już normalnie. Mruczy i garnie się. I co najważniejsze je!!!


Trzymajcie proszę kciuki za tę rodzinkę, bo start miała trudny. Teraz musi być już tylko lepiej, innej opcji nie przyjmuję do wiadomości.

kinus
Hodowca
Posty: 5530
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:31
Hodowla: Kabrirus*PL
Kontakt:

Post autor: kinus » 05 mar 2010, 21:49

bardzo mocne kciuki
widze, ze chrzest na hodowce przeszliscie wzorowo :hug:
Kinus hodowla kotów brytyjskich Kabrirus*PL
Obrazek Obrazek

Awatar użytkownika
asiek
Agilisowy Rezydent
Posty: 2758
Rejestracja: 19 cze 2009, 20:38

Post autor: asiek » 05 mar 2010, 21:56

Szkoda maluszka,ale szczęście,że reszta gromadki zdrowa i niech tak pozostanie.Głaski dla Tori. <ok>

kasia z gdyni
Posty: 803
Rejestracja: 30 cze 2009, 16:34
Kontakt:

Post autor: kasia z gdyni » 06 mar 2010, 05:26

BRAWO <klaszcze> :kotek:
Kasia&Kotunia&Bursztynek

Awatar użytkownika
bea
Posty: 1300
Rejestracja: 25 paź 2009, 13:00

Post autor: bea » 06 mar 2010, 07:56

jaka wspaniala dziela mama zyczymy zdrowka dla maluchow :kotek: :kotek:

Renia
Posty: 2894
Rejestracja: 11 cze 2009, 17:18

Post autor: Renia » 06 mar 2010, 12:06

No to masz już pierwszy siwy włos na Twojej głowie. Nie wiem czy bym była w stanie udźwignąć taki stres i zachować przy tym przytomność umysłu. Gratuluję <klaszcze> To czekamy na okazanie szczurków <roll>
Obrazek Obrazek

ODPOWIEDZ