Nasze Lwy

Awatar użytkownika
Barlog
Hodowca
Posty: 2202
Rejestracja: 29 gru 2012, 00:25
Hodowla: AsPaBri*PL
Płeć: kobieta
Skąd: schoten
Kontakt:

Re: Nasze Lwy

Post autor: Barlog » 21 sty 2017, 21:07

Ostatnio przeczytałam na FB że Mały Lew zawiesza hodowle ;-(
"Bóg stworzył kota, żeby człowiek mógł głaskać tygrysa"
V. M. Hugo

http://aspabri.pl/

Awatar użytkownika
yamaha
Genius Loci
Posty: 37540
Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
Płeć: F
Skąd: France

Re: Nasze Lwy

Post autor: yamaha » 22 sty 2017, 08:47

<strach> Nie gadaj ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( ;-(
Obrazek Nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś. Obrazek

Awatar użytkownika
PyzowePany
Agilisowy Rezydent
Posty: 3873
Rejestracja: 13 sty 2014, 13:36
Płeć: K+M
Skąd: Wrocław

Re: Nasze Lwy

Post autor: PyzowePany » 30 sty 2017, 20:35

Też czytałam ;-( ;-( ;-(
Podsyłam info z FB, bo wiem, że nie korzystasz
obrazek
Pyza i Elmo
Obrazek Obrazek
U&K :)

Awatar użytkownika
yamaha
Genius Loci
Posty: 37540
Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
Płeć: F
Skąd: France

Re: Nasze Lwy

Post autor: yamaha » 31 sty 2017, 08:05

;-(
Obrazek Nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś. Obrazek

Awatar użytkownika
PyzowePany
Agilisowy Rezydent
Posty: 3873
Rejestracja: 13 sty 2014, 13:36
Płeć: K+M
Skąd: Wrocław

Re: Nasze Lwy

Post autor: PyzowePany » 20 paź 2017, 20:17

Yamaszko, w Małym Lwie znowu są kociaki :mrgreen:

Cytuję z FB :
"miot N jak niespodzianka - można już brać.
P.S. Nie tak dawno zamknęłam hodowlę, a tu któregoś dnia widzę, że kotka zaczyna rodzić... w domu mam kocurka wnętra, który ojcem być nie mógł (okazuje się, że to w niczym nie przeszkadza i tatą został) - człowiek całe życie się uczy. Także ostatnie małe kociaczki.

Polecam na halloween każdej czarownicy, bez kota wręcz nie wypada się pokazywać ;D"

Niezła historia, trzeba przyznać, może to jakiś znak :mrgreen:
Pyza i Elmo
Obrazek Obrazek
U&K :)

Awatar użytkownika
yamaha
Genius Loci
Posty: 37540
Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
Płeć: F
Skąd: France

Re: Nasze Lwy

Post autor: yamaha » 21 paź 2017, 08:10

:lol: :lol: no ladnie, to sie Agnieszce NIESPODZIANKA trafila :rotfl:
Obrazek Nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś. Obrazek

Awatar użytkownika
annishere
Posty: 149
Rejestracja: 25 cze 2017, 11:46
Płeć: kobieta
Skąd: Dąbrowa Górnicza/Warszawa

Re: Nasze Lwy

Post autor: annishere » 21 paź 2017, 12:34

o rany! :shock:

Awatar użytkownika
Danusia
Agilisowy Rezydent
Posty: 12136
Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Re: Nasze Lwy

Post autor: Danusia » 24 paź 2017, 07:00

Aż przybiegłam jak zobaczyłam wpis bo ..........

Tutaj mieszka obłędna koteczka starsza siostra Kalutki klon z długim włosem :milosc: no rewelacja identiko wymiata taka piękna Yam no ach i och :mdleje: ,a tu takie kwiatki :((((
Kala Agilis Cattus *PL 26.08.2011r. Obrazek Kolorado Amazing Aisha * PL 01.09.2010r.Obrazek

Mały Lew
Hodowca
Posty: 1102
Rejestracja: 23 lis 2008, 21:30
Hodowla: MAŁY LEW*PL (zamknięta)
Płeć: kobieta
Skąd: Warszawa
Kontakt:

Re: Nasze Lwy

Post autor: Mały Lew » 23 kwie 2018, 01:44

Upłynęło sporo wody w Wiśle od mojego ostatniego wpisu tutaj... ale jak widać, zaglądam czasem.

Tytułem wstępu chciałabym sprostować kilka faktów o mojej hodowli i NIESPODZIANKOWYM miocie. To forum o kotach a nie prywatnych sprawach i wolałabym tak to pozostawić, natomiast nie ukrywam, że właśnie poważne zmiany w moim prywatnym życiu doprowadziły do większych niespodzianek niż miot na literkę N. Co do samych kotów, tak jak pisałam na FB, nie dałam rady udźwignąć tego finansowo już dłużej. Złożyło się na to sporo czynników, jak w życiu (nie ma sensu się tu użalać, każdy z nas ma swoje schody). Nie chciałam aby odbiło się to kosztem hodowli (czyt. kotów).

Nie do końca mi się to udało, ponieważ nie miałam środków na kastracje swojego stada, na domiar wszystkiego wrócił do mnie kocurek, który miał być hodowlanym, ale okazał się wnętrem (w papierach od weta: obustronnym). Nie wiem dlaczego założyłam, że skoro tak, to dzieci mieć nie będzie. Sporo się wtedy u mnie działo i jakoś to tak naturalnie przyjęłam. Grappa też do ostatniej chwili prawie nic po sobie nie pokazywała, dopiero na dwa tygodnie przed rozwiązaniem zobaczyłam, że jej brzuszek jest większy i na dodatek się wierci. Prawie byłam pewna co to znaczy i miałam różne myśli co zrobić. Usg pokazało dwa kocięta, wtedy zdecydowałam, że skoro tyle już się zadziało to dam im szansę (myślałam o sterylizacji Grappy z uśpieniem kociaków włącznie).

Kociaki urodziły się zdrowe i cieszę się, że tak się stało. Kiedy doświadczałam w przeszłości straty kociaków byłam bezsilna, a teraz miałabym je sama skazać za swoją niewiedzę czy niedopatrzenie? I jakkolwiek dla kogokolwiek to wygląda czy wydaje się być, zrobiłam wszystko co mogłam najlepiej. Niestety nie tak planowałam hodowlę i jedyne co mogę powiedzieć już na koniec, to że aktualnie przy wsparciu bliskich wszystkie moje koty są już po kastracji. Ogromny kamień z serca mi spadł, bo martwiłam się i o same zabiegi i wszystko co z tym mogłoby być związane.

Nelsonek, bo jeszcze on szuka domu, był pełnowartościowym kocurkiem jakości hodowlanej (obecnie szczęśliwy kastrat). Myślę także o znalezieniu domu dla Milo, jego ojca. Przy nas zostaną Grappa z Elzą. Dziewczyny bardzo dobrze zniosły zabiegi i mam nadzieję, że w zdrowiu szczęśliwie zestarzejemy się razem.

Było mi ciężko z każdą jedną decyzją, ale na przestrzeni ostatnich 3-4 lat, poza sprawami o których nie będę tu pisać, sporo przeszłam rozstań, najpierw Ajlusia (nowotwór złośliwy kości czaszki) - źle diagnozowana z początku i leczona kroplami na oczy i specyfikami różnej maści, mimo wykonanych testów dopiero koci okulista od razu wiedział co się dzieje, co potwierdziło RTG. Pozwoliłam jej odejść, bardzo cierpiała a ja byłam zła, że tak długo to trwało (że nie wspomnę o kosztach i czasie, który odbierał jej siły).

Potem Mattheo, pierwsze symptomy zauważyłam od razu, bo byłam w domu. Miał problem z oddaniem moczu i widać było, że bardzo go boli - od razu kot do transportera i na kocie pogotowie. Dostał rozkurczowy lek, następnego dnia zrobiliśmy badanie na kryształy, okazało się, że są. Zalecenie: obserwować i podawać karmę weterynaryjną (wydaną przez weta na te kamienie). Specjalnie to nie pomogło i już następnego dnia wieczorem jego stan się bardzo pogorszył. Znowu rozkurczowy lek i ktoś tam następnego dnia miał mu założyć cewnik. Tak też się stało, wyniki pokazały, że nerki właściwie mu stanęły. Miał robione kroplówki. W przeciągu dosłownie kilku dni, zdrowy młody można powiedzieć kot, zmienił się nie do poznania. Karmiłam go prawie na siłę ;-( kroplówka za kroplówką, żeby go płukać. Lekarz stwierdza, że trzeba kota operować, ale to nie daje gwarancji na nic, ani na to, że się odblokuje, ani że nerki ruszą. Co miałam zdecydować? Podjęliśmy ryzyko, bo bez zabiegu było niemal pewne co się stanie. Serce stanęło mu już przy narkozie. Udało się go przywrócić i ustabilizować, ale zabieg został wstrzymany. Po tej próbie jego odporność była znikoma i na dodatek złapał katar. Pamiętam go smutnego, zupełnie się poddał, wkładałam do pysia chrupki, a on nie miał siły ich połknąć. Zabieg miał się odbyć ponownie tydzień później. Przypomniałam sobie Ajlę... nie chciałam, żeby padł z wycieńczenia, z głodu. Uśpiłam go :serce: [']

To są takie chwile, że się nic nie chce. I nikomu takich nie życzę.

I już ostatnia rzecz, bo kolejne chciałabym już tylko pozytywne: nie sprzedaję chorych kotów. Dałam ogłoszenie na OLX (właśnie Nelsonka) i przychodzą czasem takie pytania... dlaczego go sprzedaję, na co jest chory, bo na pewno na coś jest albo robi w pościel bo inaczej bym nie sprzedawała dorosłego kota, że to taki marketing... Otóż nie robi w pościel, nie skacze do oczu i jest w pełni zdrowy, po zabiegu kastracji. Zawsze też nowy opiekun ma 3 dni na pójście do swojego weterynarza w celu oceny zdrowia zwierzątka.
Mimo trudnej sytuacji finansowej koty mają bardzo dobre warunki bytowe, dom jest otwarty i można nas odwiedzić (zawsze tak było). Prędzej rezygnujemy z czegoś dla siebie lub pożyczam.

Wierzę, że się wszystko wyprostuje. Do hodowli być może kiedyś wrócę, ale najpierw sama muszę się pozbierać, wiecie jak to jest :) do tego trzeba mieć power. A póki co, postaramy się tu częściej udzielać. Wszystkim hodowcom życzę zaangażowania i samych pięknych chwil, mądrych nowych opiekunów, zdrowia dla podopiecznych i spokojnego zasypiania każdego dnia.

Najmocniej przepraszam, że przydługo i pewnie przyciężko, ale obiecuję, że jednorazowo.
I dziękuję, że jesteście :kwiatek:

Awatar użytkownika
Sonia
Agilisowy Rezydent
Posty: 28985
Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
Płeć: K
Skąd: Orzesze

Re: Nasze Lwy

Post autor: Sonia » 23 kwie 2018, 08:08

Bardzo współczuję tylu smutnych i tragicznych przeżyć :hug: Trzymam kciuki, żeby się już wszystko poukładało i było już tylko coraz lepiej :kciuki:
Brysia* 30.06.2008-25.04.2014
Tami 8.06.2009
Tobi 24.05.2014

ODPOWIEDZ